Kiedy na początku sierpnia 1981 roku powstał kanał MTV, pierwszym wyemitowanym teledyskiem była piosenka Video Killed the Radio Star zespołu The Buggles. Wybór był nieprzypadkowy, bo w samym tylko tytule była zawarta pochwała technologii, nowoczesności i ambicji, jakie twórcy kanału postawili przed sobą na drodze rozwoju nowego brandu. Teraz trzeba byłoby napisać piosenkę "Money and Technology Killed Our Goddamn Imagination", a jej tekst odwoływałby się do współczesnej sztuki audiowizualnej.
Jakiś czas temu prowadziłem z moim kolegą prawdziwie inteligentną dysputę, wspomaganą ciepłym piwem w puszce marki Grolsch. W pewnym momencie temat zszedł na filmy i nie wiedzieć kiedy, mój rozmówca postawił mnie przed pytaniem - jak jemu się wydawało - retorycznym: "Co uważasz o serii Transformers?". Kiedy powiedziałem, że ta jest do dupy, w odpowiedzi usłyszałem, że jestem pojebany, bo "jak można nie lubić filmu, w którym napieprzają się wielkie roboty?!". Mimowolnie wyszedłem na filmowego snoba, więc w dalszej części rozmowy, aby zachować dobrą twarz, musiałem się ratować stwierdzeniem, że Ong-Bak to zajebisty film.
 |
| Kłamałem, jest tylko dobry. |
Jakoś nie chciało mi się tłumaczyć, dlaczego uważam walki cyfrowych robotów za szczyt nudziarstwa. Na szczęście zrobił to ktoś za mnie i to w kontekście zupełnie innego filmu. Ostatnio obejrzałem francuski dramat nowofalowy (ło matko...) Le Samurai Jean-Pierre Melville'a. Bardzo dobre, trzymające w napięciu kino, zachowane w klimacie czarnych kryminałów. Przez cały film niewiele się dzieje, choć trudno oderwać wzrok od ekranu. Zawdzięczamy to przede wszystkim napięciu, które Melville buduje za pomocą - a jakże - minimalistycznych środków. Jedyna sekwencja akcji zawarta w filmie, polega na ciągłej grze w chowanego, którą główny bohater prowadzi ze stróżami prawa w tunelach paryskiego metra. Nic więcej. Żadnych wybuchów, pojedynków ani strzelanin.